Oniemiały

Piszę o końcu sezonu, ale tak naprawdę sezon Pistons skończył się już ponad miesiąc temu, kiedy stało się jasne, że nie mają szans nawet na ostatnie miejsce play off w słabej Wschodniej Konferencji. Odtąd porażki zaczęły być cenniejsze od zwycięstw, bo żeby utrzymać swój pick w drafcie, Tłoki muszą zostać rozstawione w pierwszej ósemce. W przeciwnym razie, wybór leci do Charlotte na mocy umowy transferowej Bena Gordona. Trudno ustalić na ile aktualne porażki są wynikiem walki o draft, ale wcześniej nie było dużo lepiej. Przynajmniej Pistons nie muszą się zbyt wysilać, żeby przegrywać. Mieliśmy więc mieć rok przełomu i ekscytacji nowym, a mamy chyba najbardziej rozczarowujący sezon ostatnich, chudych lat. Nie najgorszy, ale naprawdę wyczerpujący. Było na co popatrzeć, jeżeli chodzi o hajlajty, ale to by było na tyle. Sukcesy indywidualne, głównie Andre Drummonda, nie przełożyły się na wynik drużyny.

Joe Dumars zaryzykował i ponownie przestrzelił na rynku transferowym. Nie należy tracić nadziei co do Brandona Jenningsa i Josha Smitha, ale nie ma nadziei dla Tłoków w obecnej konfiguracji. Tom Gores nie pomagał. Najpierw zatwierdził i/lub współuczestniczył w budowie obecnego składu, potem wymusił zwolnienie Mo Cheeksa, co było w zasadzie groźnym, ale spóźnionym pomrukiem zniecierpliwionego inwestora. A cierpliwość będzie mu potrzebna. Cierpliwość  i zaufanie do następcy Dumarsa. O ile od czasu zwolnienia Cheeksa jasne było, że Joe D, któremu kończy się kontrakt, jest kandydatem do opuszczenia stanowiska, o tyle teraz pojawiły się przecieki, że sam może zrezygnować jeszcze przed końcem sezonu.

Tym samym, ekscytację musimy odłożyć na kolejny rok. Ekscytację, bo mimo całej nędzy, Pistons można dosyć szybko przestawić na właściwe tory. Nie trudno będzie znaleźć solidnego coacha, o niebo lepszego niż Cheeks. Nie musimy już czekać na draft, bo w składzie są gracze szczęśliwie wybrani w ostatnich latach - Greg Monroe i Andre Drummond. W lecie, wobec wygaśnięcia umów Charliego Villanuevy i Rodney Stucky, Tłoki będą miały środki, żeby podpisać solidnych wolnych agentów, z których pierwszy powinien być Greg Monroe. Gorsze kontrakty niż umowa Josha Smitha były przedmiotem transakcji. Poza tym, w innej konfiguracji, Smith wciąż mógłby przynajmniej częściowo odbudować swoją wartość. A kilku młodych graczy na korzystnych umowach może ułatwić transfery.

Są więc możliwości i nadzieja nie jest bezpodstawna. Wystarczy podejmować rozsądne, nie koniecznie spektakularne, decyzje i inwestować w rozwój Drummona i Monroe. Niby niewiele, ale zmiana byłaby jednak zasadnicza. Dotychczas Detroit było miejscem gdzie kariery przygasają, a talent się marnuje. Odejście Dumarsa oczyści atmosferę z ciągnących się domysłów na ile decyzje ostatnich lat były jego suwerennymi wyborami. Dziedzictwo Joe D jako generalnego menedżera to temat na całą osobną rozprawę. Tymczasem, wspominając licealne klimaty, chętnie pożegnam go fragmentem z "Trenu Fortynbrasa":

Żegnaj książę czeka na mnie projekt kanalizacji
i dekret w sprawie prostytutek i żebraków
muszę także obmyślić lepszy system więzień
gdyż jak zauważyłeś słusznie Dania jest więzieniem
Odchodzę do moich spraw Dziś w nocy urodzi się
Gwiazda Hamlet Nigdy się nie spotkamy
To co po mnie zostanie nie będzie przedmiotem tragedii


a jeszcze lepiej:

We just want ya'll to have a good time
No more drama in your life



Sam Joe pewnie czuje się tak, jak wyśpiewał to jeden z gigantów Motown.

           

Ale to jak czuje się Joe, już niedługo nie będzie istotne. Więc pożegnajmy ten sezon gorzko, ale z nadzieją.


Good night and good luck!!

Czy jest jeszcze nadzieja?

Biorąc pod uwagę obecny bilans, Pistons są na drodze do 34 zwycięstw w sezonie czyli gdzieś pomiędzy wynikiem z zeszłego roku, tj. 29 i przewidywaniami, czyli w przedziale 39 - 42. Oczywiście to, że są na drodze nie znaczy, że taki wynik osiągną, bo grafik mają raczej  trudny. Jeżeli znajdą się poza play off, ale nie w najgorszej ósemce ligi, oddadzą swój pick w drafcie do Charlotte, zgodnie z ustaleniami wymiany Bena Gordona. Obecnie nikt w drużynie nie myśli o tankowaniu, a szczególnie jej właściciel Tom Gores, który zdaje się podzielać nastroje fanów i ma już serdecznie dość miernoty.

Pistons nie byli aktywni przed zamknięciem okna transferowego, choć pojawiały się pogłoski, że sprawdzali popyt na Josha Smitha. Gores zapowiedział przed sezonem, że oczekuje awansu do play off. Drużyna zawodzi, ma graczy na kończących się kontraktach (Stuckey, Villanueva) oraz zbyt wielu wysokich, a mimo tego nie decyduje się na żaden ruch. Wydaje mi się, że świadczy to o ograniczeniu roli Joe Dumarsa. Gdyby miał wolną rękę, zdecydowałby się, chociażby na niewielkie zmiany. Możliwe, że Gores nie jest już w stanie zaaprobować żadnych propozycji Dumarsa i nie chce, żeby jego posunięcie w jeszcze większym stopniu obciążyły przyszłość Tłoków.

Po przerwie na weekend All Stars, Pistons przegrali dwa mecze z Bobcats (niebawem już Hornets), czyli z bezpośrednimi rywalami do ostatnich miejsc w Top 8 na Wschodzie. Wygrali z Hawks, którzy są obecnie na 8 miejscu, ale 3 wygrane do przodu. Po przegranej z Mavs u siebie, czeka ich dalsza konfrontacja z drużynami z górnej części tabeli Zachodu - Warriors, Spurs i Rockets. Z kolei, patrząc na Wschód, trudno znaleźć w pierwszej ósemce ekipy grające gorzej od Tłoków. Bobcats mają w środku Ala Jeffersona, który rozgrywa świetny sezon, dobrą defensywę i ruch piłki. Brooklyn jest coraz lepszy, mozolnie pnąc się ku górze. Nadzieja w Hawks, którzy zdziesiątkowani kontuzjami, opadają z sił.

Los Tłoków nie jest już więc tylko w ich rękach, ale muszą grać chociaż trochę lepiej niż dotychczas, żeby w ogóle dać sobie szansę. Awans do play off z ostatniego miejsca, byłby minimalnym sukcesem i nie zmieniłby obrazu tego sezonu. Ale mało który kibic ma cierpliwość, żeby zacząć spoglądać w stronę draftu i cieszyć się przegranymi, nawet jeśli w dłuższej perspektywie, byłoby to korzystne.

Andre Drummond ALL STAR Rising Stars MVP !!!

Andre Drummond powiedział chciał pokazać, że dorósł już do gry z dużymi chłopakami i powinien też wystąpić w niedzielę, w "dorosłym" All Star, jak Damian Lillard i Anthony Davis. Ale niczego nie siłował ani, nie zabierał nikomu gry. A wysokim graczom nie jest łatwo pokazać się w meczu, gdzie gra toczy się często 1 na 1 na obwodzie i nikt się nie zawaha przed rzutem. Dre grał tak jak potrafi i jak to robi na co dzień - zbierał, dobijał, łapał loby. Przed meczem czułem, że jest potencjał, żeby sprawy właśnie tak się potoczyły. 25 zbiórek to rekord spotkań młodych All Stars. Dre dodał też 30 punktów i nawet szalona wymiana między Timem Hardawayem Jr, a Dionem Waitersem nie przesłoniła jego osiągnięcia. Staje się coraz bardziej jasne, że Drummond wyrasta na franchise playera. Może na szczytach organizacji dojdzie do zmiany warty. W takiej sytuacji nie zdziwiłbym się, gdyby nowy GM zdecydował się budować drużynę wokół Dre, a'la Orlando z Dwightem Howardem. Tymczasem gratuluję i do zobaczenia w głównym meczu wieczoru za rok!!


Zły czas, dobry czas

Pistons stali się właśnie pierwszą drużyną sezonu 2013/14, która zmieniła szkoleniowca. Pomijając cały żałosny kontekst zwalniania kolejnego coacha i to w rekordowym tempie, trzeba ocenić czy to wyjdzie drużynie na dobre. Mo Cheeks nie poradził sobie z dopasowaniem elementów osobliwego składu i zamiast postępu był regres. Tłoki mają bilans 21-29 i jakby na to nie patrzeć, jest to porażka. Czy John Loyer będzie lepszy? A jeżeli Pistons zdecydują się zatrudnić nowego coacha w trakcie sezonu, czy ten będzie w stanie odmienić los drużyny, która ma już ustalone zagrywki i taktykę? Klub ma ponoć oko na Lionela Hollinsa, a ten odwzajemnia uczucia. Byłoby super, gdyby ten związek został skonsumowany. Ale Hollins też nie dokona cudów. Praca, którą wykonałby w tym sezonie, zaprocentowałaby w przyszłym. Natomiast jeżeli Tłoki dograją ten sezon pod kierownictwem Johna Loyera, jak to wpłynie na wynik i atmosferę w zespole? Jeżeli więc Tom Gores, bo już wiemy, że nie Joe Dumars, zwolnił Cheeksa tylko po to, żeby się go pozbyć, kryzys może się pogłębić. Jak zareagują gracze, wiedząc, że pracują dla tymczasowego coacha, a potem nie wiadomo? Czy ich konflikty z Cheeksem były na tyle silne, żeby odebrali zmianę pozytywnie? Czy John Loyer, który bądź co bądź, jest w sztabie Pistons już trzeci sezon, będzie miał szacunek zawodników? Ponoć ma kompetencje i osobowość, ale łatka "tymczasowy" jeszcze nikomu nie pomogła. Z drugiej strony niejeden coach zaczynał jako interim, żeby zostać na długo na najwyższym stołku. 

Sytuacja na szczytach organizacji staje się skrajnie niestabilna, bo Tom Gores się zniecierpliwił i zaczyna potrząsać drzewem. Pierwszy spadł Mo Cheeks, ale staje się jasne, że następny będzie Joe Dumars. Można krytykować timing pozbycia się Cheeksa, ale Gores dał jasny komunikat, że nie zamierza tolerować lipy. Stracił cierpliwość, postępuje niekonsekwentnie i impulsywnie, kieruje się emocjami, a nie rozsądkiem. Zachowuje się jak przeciętny fan. Dyskredytuje GMa i destabilizuje drużynę. Ale czy jest co destabilizować i, co ważniejsze, w imię czego trwać w takiej stabilizacji? Środek sezonu to nie jest dobry czas na zmiany, ale czy jest to dobry czas na porażki? Nie ma Cheeksa, Joe Dumars się schował i nie rozmawia z mediami. Jest Tom Gores i jego złość. Czy John Loyer pomoże Pistons uratować sezon? Nie sądzę, choć w krótszym okresie może dać pozytywny impuls. Czy i jak Tom Gores odmieni Pistons? Zobaczymy. Kto będzie mu szeptał do ucha i się przed nim tłumaczył? Nie wiem, ale nie będzie to Joe Dumars.

Mo Cheeks zwolniony!!

W ostatnim trudnym okresie Pistons ponoć zaprzeczali, że wykazują jakiekolwiek zainteresowanie wymianą Grega Monroe. Mo Cheeks sadzał na dłużej na ławę Drummonda, z czego ten był wyraźnie niezadowolony. Josh Smith też miał swoje potyczki z Cheeksem, a Will Bynum otwarcie skonfrontował się z coachem podczas meczu z Orlando. Tom Gores mówił, że ma wysokie oczekiwania, ale wierzy w zespół i w jego potencjał rozwoju. Cóż, widać nie pod kierownictwem Mo Cheeksa. Wg. informacji Adriana Wojnarowskiego z Yahoo, Cheeks został właśnie zwolniony. Pistons mają bilans 21-29 i wyraźnie zawodzą. Cheeks jest osobowością i nie dał się zahukać jak John Kuester czy Lawrence Frank. Ale przegrane są ostatecznym argumentem. Na nie nie ma mocnych. Tylko co teraz? Zmiana jest najprawdopodobniej zainicjowana przez Toma Goresa. Czy właściciel Pistons ma więc jakiegoś lepszego kandydata? Na razie dotychczasowy asystent John Loyer poprowadzi Tłoki, ale nie jest jasne czy do końca sezonu, czy może tylko do jak najszybszego zatrudnienia nowego trenera. Podobno Lionel Hollins, któremu Pistons oferowali posadę asystenta Cheeksa i której to propozycji rozsądnie odmówił, jest zainteresowany. Ale czy chciałby przejąć drużynę w środku sezonu?  No i w końcu jaki jest status Joe Dumarsa, skoro Tom Gores włączył ręczne sterowanie? Dumars jest w ostatnim roku kontraktu i skoro jego pracodawca właśnie wymógł zwolnienie coacha, którego Joe zatrudnił na 3+1 lat, to jak to świadczy o decyzyjności GMa? Czekamy na więcej szczegółów.

All Star a sprawa Pistons

Andre Drummond nie został wybrany do Meczu Gwiazd. Rozumiem, że nie do pierwszego składu, ale szkoda, że trenerzy pominęli go wybierając rezerwy. Wiadomo, że łaskawym okiem patrzy się graczy swojej ulubionej drużyny, ale kto jak nie Dre bardziej nadaje się do meczu, gdzie przede wszystkim, liczy się show. Drummond jest najrówniej grającym Tłokiem. W 38 z dotychczasowych 50 meczów zaliczał double double. Więcej od niego zanotował tylko Kevinowi Love. Średnia 13 zbiórek na mecz to trzeci najlepszy wynik w lidze, a mogłoby być jeszcze lepiej, gdyby nie gra u boku dwóch innych wysokich zbierających. Cóż, Drummond będzie reprezentował Detroit w meczu pierwszo i drugoroczniaków, czyli  Rising Stars Challenge. Wybrał go do swojej drużyny były gwiazdor Pistons Grant Hill. Przeciwników poprowadzi nie kto inny, jak C-Webb, czyli jeden z Fab Five, legenda Michigan Wolverines i również były gracz Tłoków. Pojedynek Dre z Anthonym Davisem, grającym przed własną publicznością może być ekscytujący. Btw, drużyna Webbera będzie miała backcourt Wolverines Trey Burke - Tim Hardaway Jr. Michigan all over the place!!






Dno dna

Po bolesnej serii porażek, Pistons wygrali dwa mecze i mieli pięciodniową przerwę, podczas której podobno ostro trenowali. Nie wiem czy się przetrenowali, czy zatruli się żurkiem, jak polscy hokeiści w Albertville, ale dali się rozjechać ostatniej drużynie Zachodu, Utah Jazz 110 - 89.

To było bolesne i żenujące. Zaczęło się niewinnie. Pistons ładnie ustawiali Josha Smitha w post up, a Rodney Stuckey wrócił głodny gry i nie mógł chybić. Niestety niski skład Jazz szybko zaczął rozklepywać Tłoki rzutami z dystansu, a Greg Monroe co i raz lądował w dziwnej pozycji przy, albo za linią za trzy, próbując blokować pick & roll. Btw, to jest ewidentny błąd Mo Cheeksa. Monroe nie jest i nigdy nie będzie graczem, który może próbować powstrzymać obwodowych wychodzących po zasłonach. Nie może. Nawet na ułamek sekundy. Więc może nie warto dawać mu takich zadań, a do pomocy wysłać Drummonda. Ale to tylko jeden z problemów.

Pisałem, że Pistons zaczęli przyzwoicie w ofensywie. OK, otóż szybko, a już zdecydowanie w drugiej połowie, atak dorównał poziomem obronie. Josh Smith i Monroe zostali karnie oddelegowani na ławę, a była gwiazda Michigan Wolverines, Trey Burke złapał flow rozdając rekordowe w zawodowej karierze 12 asyst. Kentavious Caldwell-Pope grał swój solidny, energiczny i zaangażowany basket zadaniowca. KCP coraz lepiej spełnia pokładane w nim nadzieje, chociaż Burke, z którym pewnie długo będzie porównywany, ma większy upside. Ale to nie jest problemem. W drafcie Pistons mogli wybrać gościa, który idzie po nagrodę dla najlepszego debiutanta, a poszedł z nr. 11 do Filadelfii. Nie chcę dziadować, ale Michael Carter - Williams był moim czarnym koniem. A okazał się lepszy niż przewidywano.

Ale nie szczawie mieli decydować o sile Tłoków. Mamy mniej lub bardziej ogranych młodych graczy i dobrych weteranów. Tymczasem nic do niczego nie pasuje, a wszystko trzeszczy w szwach. Kiedy po początku sezonu drużyna zaczynała się docierać i zaliczyła imponujące zwycięstwa nad Heat i Pacers, wydawało się, że będą wahania, ale rozwój pozwoli Tłokom zmierzać w dobrym kierunku. Teraz nie wiem gdzie to zmierza, ale coraz częściej nachodzi mnie myśl, że do zwolnienia Dumarsa. Może to byłoby lepsze niż, np. wymuszona wymiana Grega Monroe na doraźne korzyści. Wierzę, że Dumars nie zamierza tego robić, czekając aż Monroe podpisze nowy kontrakt i ew. wtedy włączyć go w trade, który byłby bardziej owocny. Ale czy wykaże się spokojem i cierpliwością. I co więcej, czy takie same cechy okaże Tom Gores. Coraz częściej zaczynam myśleć, że cierpliwość nie jest tu pożądana i czas na radykalne zmiany. Stay tuned!!

Josh Smith - od zera do bohatera, od zera do bohatera i jeszcze raz

Josh Smith w swojej chwiejności i graniu w sposób, który nie maksymalizuje jego potencjału, przypomina mi Rasheeda. Hej, w sumie w swojej wszechstronności też go przypomina. I tak sobie myślę, że Pistons mają gwiazdę na miarę swoich możliwości - rynkowych, marketingowych, itp. LeBron, Carmelo, Chris Paul - gwiazdy, które stanowią o swoim losie i same wybierają gdzie będą grać, nie przyjdą do Detroit. Rasheed miał problemy z dyscypliną i temperamentem, a na boisku ze stałym zaangażowaniem i selekcją rzutów. Gdyby nie to, Portland by go nie wypuściło. A w  Detroit dopełnił już bardzo dobrą, świetnie prowadzoną drużynę, która była na wznoszącej fali. Nie musiał się przejmować presją opinii publicznej, bo nie wchodził w buty lidera zespołu. Był już Chauncey i Big Ben. Teraz jest Drummond i Monroe, którzy jednak potrzebują, nie mówię mentorowania, ale przebywania na boisku z wybitnym, doświadczonym graczem. Problem w tym, że wszyscy trzej depczą sobie po palcach i po piętach. W odróżnieniu od Rasheeda 10 lat temu, Smith przyszedł do zespołu, który musi się zgrać, a być może jeszcze kilka razy zmienić, żeby odnosić poważniejsze sukcesy. Powiedzmy to otwarcie, Josh Smith był fatalny podczas ostatniego pasma porażek. Skuteczność katastrofalna, decyzje rzutowe kontrowersyjne, albo po prostu złe, itd, itp. Apogeum była ostatnia akcja w meczu z Knicks, kiedy został wyizolowany przeciwko Carmelo i rzucił świecę spod linii za trzy.
W dwóch ostatnich wygranych meczach z Philly i wczoraj Suns, J-Smoove jest doskonały. Statystyki przeciwko Sixers: 22 pkt, 13 zbiórek, 7 asyst, 5 bloków są potwierdzeniem wręcz historycznego występu. Przeciwko Suns nie spuszczał z tonu: 25 pkt, 11 zbiórek, 5 asyst, 1 blok przy doskonałej skuteczności 11/16. Końcówka była kwintesencją karuzeli, którą Smith funduje fanom Tłoków w tym sezonie. Najpierw trafiona w ostatniej sekundzie trójka, następnie faul przy trójce Geralda Greena i w końcu game winner po wjeździe z prawej strony na półtorej sekundy do końca. Widać, że Smith wyciągnął wnioski z meczu z Knicks.


Nie przeszkadza też, że na 4 minuty przed końcem Wielka Trójka miała takie statystyki:

Umówmy się, po takim dole, dwie wygrane to jest nic. Natomiast postawa i skuteczność Smitha jest dobrym barometrem sukcesu Pistons. Obie strony są najprawdopodobniej związane na dobre i złe. Ustawienie Josha w jak najlepszej pozycji jest więc kluczowe. Czas pokaże, na ile będzie się musiało dostosować otoczenie.

Blast from the past


Może gdyby to były lata 80te, kiedy nie przejmowano się tak bardzo rzutami za trzy, pick & roll nie był tak wykorzystywany a na boisku przebywało razem więcej wysokich podkoszowych, Pistons byliby dobrzy. Ale dzisiaj jakoś nie są. Wiele można napisać o fatalnej skuteczności z linii osobistych, braku ruchu piłki i niemocy zza łuku. Można też wytykać braki poszczególnym graczom. Ale nie tu leży problem. Brandon Jennings gra jak Brandon Jennings. Josh Smith sypie trójki, bo takie ma zadanie - rozciągnąć strefę. Następnie mamy Grega Monroe, który, ze zrozumiałych względów zalicza statystycznie nieco słabszy rok, ale wciąż jest skuteczny i rozwija swoją grę. No i jest Drummond, który jest naszym panem 13-13, jest w ścisłej czołówce ligi w blokach i zbiórkach, przy czym w tych na atakowanej desce nie ma sobie równych. Mo Cheeks nie jest wirtuozem, ale stara się być kreatywny w wyznaczaniu taktyki i chyba wciąż trzyma pod kontrolą coraz bardziej buzującą szatnię. Co wam przypomina widok znajomy ten? Pięć lat impasu, niby tankowania, szczęśliwe wybory w drafcie i wreszcie inwestycje. I co? I John Kuester śmieje się do rozpuku siedząc na kanapie w swoim domu w L.A.

Joe Dumars mówił, że priorytetem w lecie było wzmocnienie składu, niekoniecznie pod kątem dopasowania. Teraz widać gołym okiem jak trudno jest ułożyć tę grupą, żeby indywidualne umiejętności przełożyły się na sukces zespołu. Bo co teraz zrobić? Zwolnić trenera? To już było. Pistons w końcu się przełamią, ale trudno patrzeć optymistycznie na resztę sezonu w obecnej konfiguracji. Play off jest realnym celem, ale obecnie na Wschodzie tylko 3 drużyny mają dodatni bilans. Can you dig it??!! Awans do postseason nie byłby żadnym sukcesem, chyba, że z przewagą własnego parkietu. Na to się jednak nie zanosi, bo niektóre drużyny będące teoretycznie we wcześniejszych fazach przebudowy grają lepiej. Pistons nie są lepsi od Toronto czy Washington.

Wobec zbliżającego się powoli najbardziej aktywnego okresu okna transferowego, Joe Dumars może szukać sposobów na wzmocnienie. I coraz bardziej obawiam się, że przełoży doraźnie korzyści ponad rozsądek. Oto kilka możliwych scenariuszy rozwoju wydarzeń:
  1. Bez znaczących zmian w składzie i rotacji. Pistons czekają na powrót Rodney'a Stuckey, a Mo Cheeks stara się ustawiać Smitha w dogodnych pozycjach i wykorzystywać ławkę, żeby zapewnić spacing. Pistons starają się przewalczyć impas i znaleźć względną synergię, którą mieli jeszcze kilka tygodni temu. To rozwiązanie opiera się na, być może, zbyt dużej dawce optymizmu, a efekt końcowy i tak nie będzie zadowalający. Po sezonie Pistons szukają wzmocnień, dysponując cap space po wygaśnięciu kontraktów Charliego V i Rodney Stuckey.
  2. Ktoś z trójki Smith - Monroe - Drummond na ławkę. A Kyle Singler jako SF w pierwszej piątce. Zapewne najlepsze taktycznie rozwiązanie. Dokładnie, chodzi o to, żeby Wielka Trójca nie przebywała za często razem na boisku. Ale kto miałby wchodzić z ławki? Monroe, który gra naprawdę dobrze i stanie niedługo przed decyzją czy zostać w Detroit? Smith, który jest w pierwszym roku lukratywnego kontraktu i wiekowo jest u szczytu kariery? Drummond, który rośnie w oczach i jest przyszłością klubu? Żadne rozwiązanie nie jest dobre. Dziękujemy ci Joe D, że postawiłeś cały sztab trenerski przed taką decyzją. Osobiście wybrałbym opcję z Drummondem z ławki. Wciąż jest młody i nieokrzesany, co przynajmniej teoretycznie uzasadniałoby taki ruch. Ponadto mógłby grać więcej z Willem Bynumem, z którym świetnie się rozumieją. Taki ruch byłby przyznaniem, że koncepcja Wielkiej Trójki nie powiodła się. 
  3. Pistons wymieniają kogoś z trójki Smith - Monroe - Drummond. Jeżeli Dumars zdobyłby się na odwagę i znalazłby partnerów, żeby wymienić Smitha, mogłoby to być dobre rozwiązanie. Natomiast pozostaje pytanie, czy Monroe i Drummond mogą dobrze współpracować i otoczeni lepszymi graczami obwodowymi, prowadzić Detroit do sukcesu. Para Smith - Monroe, czy Smith - Drummond byłaby bardziej efektywna ze względu na szybkość, i defensywę Smitha na pozycji PF. Jednak Monroe i Drummond są młodzi, mają potencjał wzrostu i adaptacji, którego Smith nie ma. Ich wspólny rozwój miał być trzonem przyszłości Tłoków. Jeżeli Joe D wymieniłby Monroe, byłby to dla mnie duży test wiary i przywiązania do tej drużyny. Ponownie dziękujemy więc Dumarsowi za ułatwienie życia sobie i wszystkim związanym z klubem. Oczywiście można mieć nadzieję, że w zamian otrzymalibyśmy wybitnego gracza lub solidnych zadaniowców. Ale jakoś wątpię, że to się uda. O pozbyciu się Drummonda nawet nie chce myśleć.
Nadchodzący z końcem lutego trade deadline  może więc być ciekawy z perspektywy Pistons. Szkoda, że spekulacje dotyczą graczy, którzy mieli stanowić trzon tej drużyny.

Jak to robią

Po katastrofalnym początku sezonu, defensywa Pistons powoli zaczyna się konsolidować. Greg Monroe i Andre Drummond wciąż potrafią być zagubieni w obronie pick & roll, a wysoki frontcourt jest narażony na rozklepanie dobrym ruchem piłki, co pokazali Atlanta Hawks. Ale Tłoki mozolnie pną się w rankingu defensywy do ligowej średniej. To już coś. Przynajmniej na razie. Impulsem, który zapoczątkował poprawę, było wprowadzenie do pierwszej piątki Kentaviousa Caldwell-Pope’a.  KCP miał i, jeżeli nie uwzględniać ostatnich kilku spotkań jako stałej poprawy, wciąż ma kłopoty ze skutecznością, ale jest świetnym obrońcą. Daje z siebie 100% ganiając przeciwników po zasłonach i przyklejając się do nich gdy tylko dotkną piłki. Uszczelnienie obwodu spowodowało, że obrona rzadziej się załamuje, a wysocy nie są tak narażeni na penetracje i odegrania. Josh Smith i Brandon Jennings mają więcej przechwytów, co jest ich specjalnością, bo ruch piłki przeciwników jest bardziej przewidywalny.
Kolejną dobrą decyzją coacha Mo Cheeksa była rewitalizacja Rodney Stuckey. Stuckey od początku pochlebnie wypowiadał się o nowym trenerze, a Cheeks odwzajemniał komplementy. Wiadomo, że Stuck jest w ostatnim roku kontraktu i chce się pokazać. Ale Cheeks znalazł mu rolę, w której ten może maksymalizować swój potencjał. Stuckey jest pierwszym graczem z ławki i średnio przebywa na boisku 28 minut. Nie musi się specjalnie przejmować rozgrywaniem – ma nakręcać tempo i atakować. I uwaga! Świetnie mu to idzie. Ze średnią 16,2 pkt. i przy dobrej skuteczności 48%, jest pierwszym strzelcem zespołu. Przeciwko Nets, kiedy z ławki przyglądał mu się znienawidzony Lawrence Frank, Stuckey  zwariował – trafiał z faulem po podwojeniach i potrojeniach, zdobył rekordowe w tym sezonie 31 pkt, a Pistons wygrali na Brooklynie. So far, so good!!
Forma strzelecka Kyle Singlera wciąż jest chwiejna. Ale, i tutaj znów zasługa Mo Cheeksa, Singler ma pewne miejsce w rotacji. Nie jako starter, ale gra solidne 23 minuty, dostarczając, jak to on, wszystkiego po trochu. Przeważnie wchodzi za Andre Drummonda, co pozwala Pistons grać Smithem na czwórce i zacieśnia obronę na obwodzie. Powoli dochodzi do siebie jeżeli chodzi o skuteczność. Musi jeszcze poprawić trójkę, ale wiemy, że akurat w tym obszarze ma potencjał.
Mo Cheeks próbował różnych konfiguracji, nie bojąc się zmian, ale wydawało się, że pole manewru ma ograniczone. Jednak w ostatnich tygodniach Pistons wypracowali równowagę, która pozwala im w większym stopniu wykorzystywać atuty w ataku i zachować solidność w obronie. Patrząc pod kątem oczekiwań i aspiracji, jeszcze za wcześnie na optymizm. Ale widać, że Tłoki zmierzają w dobrym kierunku. Odnosiłem się z rezerwą do zatrudnienia Cheeksa. Tymczasem, nie tylko ma dobre relacje z graczami, ale, wraz z całym sztabem, skutecznie poszukuje optymalnych rozwiązań, wydobywając potencjał osobliwego składu Pistons. Dobre robota.
No i w końcu Pistons doczołgali się do bilansu 0.500. To jeszcze niewiele, ale po drodze zaliczyli serię czterech wygranych. Udaną podróż po okolicy zwieńczyli zwycięstwem w Chicago, gdzie nie wygrali od 7 lat!! Nie wyglądało to ładnie, ale cieszy, jak mało co. Stay tuned!!